PPR2018-dzień III

Dzień III
Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.
Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami?» – mówili pełni zdumienia i podziwu. «Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże».
(Dz 2, 1-11)

Pierwszego dnia naszej pielgrzymki rozważaliśmy nad tym, co Duch Święty czyni w naszych sercach, gdy się na Niego otworzymy. Wczoraj pochylaliśmy się nad tą szczególną przestrzenią Jego działania, jaką jest Sakrament Pokuty. Dziś, opierając się o fragment Dziejów Apostolskich opisujący Zesłanie Ducha Świętego przyjrzyjmy się temu, czego dokonuje On w naszych wspólnotach.
Trzy Jego dary, nad którymi się pochylimy, to „bycie na jednym miejscu”, „mówienie obcymi językami” i „wychwalanie Boga w swoim własnym języku”.
1) Bycie na jednym miejscu.
Zanim Duch Święty zstąpił pod postacią ognistych języków, wcześniej zgromadził „na jednym miejscu” ludzi różniących się od siebie pochodzeniem, kulturą, językiem, obyczajami.
Okazuje się zatem, że różnice nie muszą być przeszkodą w byciu razem. Mało tego – choć często wydaje się to nieprawdopodobne, gdyż boimy się nieco odmienności i inności – różnice są dziełem Ducha Świętego! On nie ma nic wspólnego z uniformizacją, znaną z historii „urawniłowką”, przycinaniem nosów i uszu, by wyglądać tak samo.
To Duch jest sprawcą różnic – ale, to szalenie ważne – nigdy nie jest sprawcą podziałów!
Dlaczego potrzebne są różnice w Kościele, w naszej Ojczyźnie, a także w naszych wspólnotach, pokazuje nam Pawłowy obraz Kościoła jako ciała, które, choć składa się z wielu członków, pozostaje jednością, żywym organizmem.
Organizm Kościoła żyje i funkcjonuje właśnie dzięki temu, że jego członki się od siebie różnią. Podobnie ludzkie ciało jest sprawne dlatego, że składa się z różnorodnych, ale pracujących razem narządów. Do czego byłyby nam potrzebne, dajmy na to, trzy ręce, gdyby brakowało nóg? Do czego byłyby dwa serca, gdybyśmy nie mieli ani jednego płuca? To w różnorodności ciała leży istota jego zdrowia.
Podobnie w naszych wspólnotach -w Kościele, Ojczyźnie, rodzinie – zdrowe ich funkcjonowanie leży w pojednanej różnorodności. Jest to dzieło Ducha Świętego – sprawia On różnice, a jednocześnie sprawia, że pomimo różnic „jesteśmy wszyscy razem na tym samym miejscu” – w jednym Ciele.
Szatan natomiast – przeciwnik jedności – sprawia coś zupełnie odmiennego. Dzieli ciało na partie i frakcje, które odczytują się nawzajem jako konkurencję i zaczynają walczyć przeciwko sobie. W lżejszych przypadkach powoduje on coś w rodzaju duchowej alergii, a więc gwałtownej reakcji obronnej organizmu na to, co nie stanowi dla niego zagrożenia. W cięższych przypadkach zaś sprawia wzajemne zwalczanie się niezbędnych do życia organów, które może ostatecznie doprowadzić do śmierci wspólnoty.
Prośmy dzisiaj z całą mocą Ducha Świętego, by pomógł nam w odmienności odkryć piękno, ale też by nas wszystkich – zwłaszcza nas, Polaków – pomimo różnic zgromadził „na jednym miejscu” i zstąpił ze swym ogniem, zdolnym wypalić to, co złe, a rozgrzać ku większej miłości Boga i bliźniego.
2) Mówienie obcymi językami
Duch Święty – Duch Jedności – sprawia też, że rozumiemy obce języki i umiemy się w nich porozumiewać. I nie mam tu na myśli nadzwyczajnego daru glosolalii, ale coś o wiele bardziej przyziemnego, ale niemniej Boskiego.
Chodzi mi mianowicie o otwartość na to, co druga osoba ma mi do powiedzenia. Wiąże się to ściśle z zaufaniem w jej dobre intencje oraz z wysiłkiem, by – jak św. Weronika na Drodze Krzyżowej – przedzierać się przez będącą skutkiem grzechów niekorzystną powierzchowność drugiego i gestami miłości spod tej powierzchowności wydobywać obecne w każdym człowieku Boże piękno.
Otwartość na dobro, czujne pochylanie się nad każdym, by to dobro odkryć oraz cierpliwość, by nie ulec – jak napisał w „Evangelii Gaudium” Papież Franciszek – diabelskiej pokusie oddzielania chwastu od pszenicy przed czasem – to wszystko dary Ducha Świętego dla naszych wspólnot, dla Kościoła i Ojczyzny.
„Mówienie obcymi językami” to także jeszcze coś bardzo ważnego – zdolność komunikowania się zrozumiałym dla wszystkich, bez względu na bariery lingwistyczne, językiem miłości, językiem Ewangelii. To zdolność tworzenia wokół siebie takiej atmosfery, która jednoczy i sprawia, że nikt w mojej obecności nie czuje się nieswojo.
Przywoływany już przeze mnie abp Grzegorz Ryś powiedział kiedyś, że nigdy jako biskup nie powie, na kogo głosuje w wyborach. Dlaczego? Aby ten, kto głosuje inaczej, nie czuł się dajmy na to niemile widziany na Eucharystii, którą on jako biskup celebruje.
Być może w naszym życiu sprawy nie przybierają aż tak groźnego obrotu, niemniej jednak warto z pomocą Ducha Świętego troszczyć się o to, aby – bez względu na to, w jakim języku przychodzi się nam porozumiewać – zawsze był to język miłości. Bo tylko w tym języku można komunikować Prawdę Bożą tak, by została przyjęta otwartym sercem.
Prośmy Ducha o to, byśmy – jak pisał św. Josemaria Escriva – nie tylko byli dobrzy, ale i na takich wyglądali. Oraz abyśmy – to z kolei słowa ks. Krzysztofa Grzywocza – nieustannie swoim życiem „poszerzali grono serdecznych przyjaciół”.
3) Wychwalanie Boga w swoim języku
I wreszcie trzeci dar Ducha Świętego dla wspólnoty – zdolność „wychwalania Boga w swoim języku”, a zatem to, co cementuje naszą jedność.
W Modlitwie Arcykapłańskiej z 17. rozdziału Ewangelii wg św. Jana Jezus mówi Ojcu, że „przekazał uczniom chwałę Bożą, by stanowili jedno”. Co to znaczy?
Ano to, że fundamentem jedności wspólnoty jest chwała Boża. Chwała, a więc – przypomnijmy – ciężar, grecka „doxa”.
Pytanie o jedność wspólnoty jest zatem pytaniem o to, ile w tej wspólnocie „waży” Bóg – na ile jest On ważny. Ile w niej miejsca na modlitwę, słuchanie Słowa, oraz ile w niej woli, by – wzorem Maryi, do której zdążamy – usłyszanemu Słowu Boga nadawać konkretne, cielesne kształty naszych ewangelicznych postaw i uczynków. Bez „chwały Boga” nigdy nie będzie prawdziwej, głębokiej jedności, którą jest czymś znacznie więcej, niż porozumienie.
Prośmy dziś Matkę Bożą, do której Rózanostockiego Sanktuarium już coraz bliżej, by przez Jej wstawiennictwo zstąpił na nas Duch Jedności – Duch „zbierający nas na jednym miejscu”, „uczący mówić obcymi językami” i uzdalniający do tego, byśmy „w swoim języku głosili chwałę Bożą”.
„Miriam, gdzie Ty jesteś, zstępuje Duch Święty. Gdzie Ty jesteś, niebo staje się!”
Pod Twoją obronę…